Doktor Leczył medyczną marihuaną, teraz wraca do pracy

 

 

 Koniec nerwów i przygnębienia. Wygrałem w obu instancjach. Chcę rozpocząć pracę w Centrum Zdrowia Dziecka od punktu, w którym ją przerwałem – mówi dr Marek Bachański, neurolog, który przez niespełna rok leczył dziewięcioro cierpiących na lekooporną padaczkę dzieci medyczną marihuaną. Za zgodą Ministerstwa Zdrowia wystawiał recepty na sprowadzenie leczniczego suszu z zagranicy (w ramach tzw. importu docelowego). Nowatorską terapię prowadził od jesieni 2014 r. do lata 2015 r. Gdy w mediach zrobiło się o lekarzu głośno, szpital najpierw zakazał mu stosowania kannabinoidów, a potem skierował do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przez niego przestępstwa. Według szpitala lekarz miał narazić pacjentów na utratę życia lub zdrowia przez prowadzenie „nielegalnego eksperymentu medycznego”. Miał też prowadzić badania kliniczne bez uzyskania świadomej zgody części opiekunów dzieci.

 

 

Dr. Bachańskiego atakuje szpital, a bronią rodzice

 

Lekarz został dyscyplinarnie zwolniony z pracy. Miał przeciwko sobie szpital i wiceministra zdrowia Igora Radziewicza-Winnickiego, który również utrzymywał, że terapia była nielegalna i niebezpieczna dla dzieci, a dokumentacja medyczna nie dość starannie prowadzona.

Murem za neurologiem stanęli rodzice chorych dzieci. On sam w liście do ministra zdrowia porównywał postępowanie CZD do linczu, a młodym lekarzom radził wyjechać z Polski, bo tu „innowację się zabija”.

 

 

Dr Bachański przeniósł swoją praktykę do prywatnego gabinetu (chętnych było więcej, niż był w stanie przyjąć), a od decyzji CZD odwołał się do sądu pracy. Na początku zeszłego roku został uniewinniony przez Okręgowego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej. Latem śledztwo umorzyła prokuratura, a szpital został zobowiązany do przywrócenia lekarza do pracy. W zeszłym tygodniu Sąd Okręgowy w Warszawie ostatecznie oddalił apelację szpitala, nakazując przywrócenie dr. Bachańskiego na poprzednie stanowisko i zwrot wynagrodzenia za czas zwolnienia.

 

Medyczna marihuana wróci do Centrum Zdrowia Dziecka?

 

Wczoraj lekarz pojawił się po raz pierwszy od wygranej w szpitalu w Międzylesiu. Przechodzi badania dopuszczające go do pracy. W swoim dawnym gabinecie (zostawił w nim rzeczy przed odejściem) jeszcze nie był, nie rozmawiał też z dyrekcją. – Mając w kieszeni prawomocny wyrok, spodziewałbym się od szpitala przeprosin. Chcę prowadzić terapię lekoopornej padaczki z zastosowaniem marihuany na dużej grupie chorych, znacznie większej niż poprzednio – mówi „Wyborczej”. 

 

Myśli nawet o blisko 200 pacjentach.

CZD na razie nie zdradza, czy wraz z powrotem dr. Bachańskiego pozwoli na leczenie marihuaną. Rzeczniczka szpitala zapewnia tylko, że „lekarz zostanie przywrócony do pracy na poprzednim stanowisku”.

 

Na wznowienie terapii w CZD liczą rodzice dzieci leczonych przez dr. Bachańskiego. Szpital po zwolnieniu lekarza zaproponował im leczenie z użyciem medycznych konopi pod kierunkiem innego lekarza, ale rodzice skonfliktowali się z nim i CZD wygasiło cały program.

 

Wielu rodziców korzystało z pomocy dr. Bachańskiego prywatnie, choć neurolog nie chciał do czasu ostatecznego rozstrzygnięcia w sądzie wystawiać recept na sprowadzenie leczniczych konopi z zagranicy. Dostęp do terapii kannabinoidami był więc dla wielu pacjentów niemożliwy, bo w Polsce zaledwie kilku lekarzy ma odwagę wypisywać takie recepty. – Leczenie stało się znacznie droższe. Nasz syn potrzebuje wielu specjalistycznych kontrolnych badań. Dopóki leczyliśmy się w CZD, pokrywało je ubezpieczenie. 

 

Bachańskiego prywatnie, sami musieliśmy pokrywać koszty diagnostyki – mówi Dorota Gudaniec, mama chorego na lekooporną padaczkę i zespół Downa Maksa, pierwszego pacjenta, u którego neurolog zastosował – z rewelacyjnym skutkiem – kannabinoidy. Ma nadzieję, że jej syn wkrótce znów będzie pacjentem Międzylesia.

 

Źródło - gazetawyborcza.pl